Category: Tydzień Prawa

Charytatywny Bal Dziennikarzy, Warszawa, 2010 r.

Pluralizm w mediach i pluralizm mediów

00Tags: , ,

 

 Fot. wyżej: Charytatywny Bal Dziennikarzy, Warszawa, 2010 r. 

 

dr Piotr Uhma
Katedra Prawa Administracyjnego i Europejskiego

Dziesięć lat temu, w lutym 2010 r., wspólnie z przyjaciółmi, spędziłem świetny wieczór na dorocznym Balu Dziennikarza w auli Politechniki Warszawskiej, jak się mówiło – najważniejszym wydarzeniu karnawałowym w Stolicy, … być może na równi z Balem Mistrzów Sportu. Pamiętam bardzo dobrze tańczącego dwa metry ode mnie Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego, a kolejne dwa metry dalej Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Małżonką. Monikę Olejnik, Marka Migalskiego, Paulinę Sykut, Rafała Ziemkiewicza i wielu innych.

Tego świata już nie ma.

Jedną z pierwszych decyzji Prawa i Sprawiedliwości po wygranych wyborach w 2015 r. było przejęcie kontroli nad publicznym radiem i telewizją i uczynienie z tych anten tuby propagandowej partii rządzącej. Nie zważając na protesty środowisk dziennikarskich, opozycji, ekspertów i organizacji międzynarodowych PiS zakwestionował koncepcję mediów publicznych, którą różne rządy (pewnie, że nie doskonale, ale jednak) budowały przez ponad 25 lat. Co znamienne, po czterech latach od tych wydarzeń wydawało się, że widzowie przyjęli do wiadomości brak obiektywizmu TVP czy Polskiego Radia. Co najwyżej legendarna już stronniczość audycji politycznych w mediach publicznych obrosła w prześmiewcze memy.

Ostatnio kolejnym kamieniem milowym w tym ponurym przedstawieniu stała się autocenzura listy przebojów radiowej Trójki, co – jak wiemy – przyspieszyło decyzję o odejściu z PR3 Polskiego Radia – rzecz bez precedensu – trzech czwartych dziennikarzy.

Politycy partii rządzącej odpowiadają na te fakty zawsze tak samo: media publiczne w Polsce zawsze były nieobiektywne; media kierują się swoimi interesami, a w ogóle to obiektywizm mediów nie jest możliwy, no bo przecież dziennikarz ma swoje poglądy i nie powinien ich ukrywać; w Polsce panuje wolność mediów, każdy niech słucha i ogląda co chce; nikt nikogo nie zmusza do słuchania Trójki – można przerzucić się na „Radio Nowy Świat”.

To jednak półprawdy. Oczywiście, istnieje w naszym kraju tzw. pluralizm zewnętrzny (pluralizm mediów, pluralizm strukturalny, czy po prostu pluralizm nadawców). Polega on na tym, że widz, czy słuchacz ma do wyboru szeroki wachlarz profili telewizyjnych i radiowych (od TVP, przez Polsat, po TVN; od Radia Maryja przez Radio WNET po TOK FM). Problem polega na tym, że w mediach publicznych nie funkcjonuje tzw. pluralizm wewnętrzny (pluralizm w mediach). Informacje przeplatane są z opiniami, te z kolei są wysoce stronnicze, a często zwyczajnie zakłamane. Media publiczne nie realizują swojej misji, nie kierują się dobrem wspólnym, interesem publicznym, a prywatnym – partyjnym. Programy informacyjne i publicystyczne w mediach publicznych rażąco naruszają obowiązki dziennikarskie zawarte w ustawie prawo prasowe – w szczególności obowiązek szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12.1. ustawy prawo prasowe). Dziennikarzy niepokornych szykanuje się, choć zgodnie z art. 10.2. ustawy prawo prasowe dziennikarz ma prawo odmówić wykonania polecenia służbowego, jeżeli oczekuje się od niego publikacji, która łamie zasady rzetelności, obiektywizmu i staranności zawodowej.

Napisałem rok temu dość obszerny artykuł na ten temat, kto chce może przeczytać (link poniżej). Pozostaje pytanie: co dalej? Czy media publiczne w Polsce są w ogóle możliwe w obliczu tak silnego konfliktu politycznego, a przede wszystkim ideologicznego? Możliwe są różne scenariusze: zachowanie pluralizmu zewnętrznego mediów (media są i będą nieobiektywne – każdy ogląda co chce) – prowadzi to do jeszcze większej polaryzacji, ponieważ „najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy”; przywrócenie pluralizmu wewnętrznego w mediach publicznych w Polsce (a więc też traktowanie na serio misji TVP i PR, obowiązków dziennikarskich, prawa prasowego, kodeksów etyki, itp.) – próba dorównania standardom BBC; Potraktowanie mediów publicznych jako forum sporu politycznego, z bardzo ograniczoną interwencją dziennikarską w debaty polityków. A może jeszcze inaczej? Zakaz zajmowania się przez media publiczne tematami politycznymi w ogóle? Być może takie rozwiązanie jest w polskich warunkach rozsądne?

***

W jednym z odcinków wspaniałego serialu Na cały Głos (The Loudest Voice) twórca i wieloletni szef stacji Fox News Roger Ailes grany przez Russella Crowe (obłędna charakteryzacja!) wypowiada słynne zdanie: „Ludzie nie chcą być informowani, chcą czuć się informowani!”. Kiedy jednak mijają napisy końcowe ostatniego odcinka dla cierpliwych pojawia się piosenka: to słynny protest song Johna Lennona „Just gimme some truth”:

Jestem wyczerpany słuchaniem wypowiedzi
sztywnych, krótkowzrocznych, ciasnych umysłowo hipokrytów.
Wszystko czego pragnę to prawda.
Więc dajcie mi trochę prawdy.

Mam już dość czytania wynurzeń
chorych psychicznie, upartych polityków.
Wszystko czego pragnę to prawda.
Wiec dajcie mi trochę prawdy.

 


 

 

(P. Uhma, Oblicza pluralizmów mediów publicznych w Polsce, 2019,

https://www.panstwoispoleczenstwo.pl/numery/2019-2/panstwo-i-spoleczenstwo-2019-nr2-uhma.pdf)

 

 

human-rights-3805188_640

Tarcza, prawa dzieci, Chesterton

00Tags:

 

dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP
Kierownik Katedry Prawa Antydyskryminacyjnego

Serce zaczyna bić mocniej w wielu różnych sytuacjach. W moim przypadku bije mocniej, gdy słyszę o kolejnej tak zwanej tarczy kryzysowej. Ostatnio pisałem o jej czwartej wersji, która miała być podstawą do zwolnień pracowników samorządowych i wykładowców. Szczęśliwie od tego pomysłu odstąpiono, niestety jednak spać spokojnie nie mogą m.in. pracownicy ZUS, KRUS, NFZ i innych. Ich będzie można zwalniać w trybie tak zwanej tarczy 4.0. Tarcza ta wprowadza także wiele rozwiązań, które w ogóle nie mają nic wspólnego z koronawirusem.

Ale dzisiaj o czymś innym: o prawach dziecka. Warto o tym powiedzieć w kontekście Dnia Dziecka. Niektórzy mówią, że nie ma czegoś takiego jak prawa dziecka. Inni są przeciwnego zdania. Konstytucja RP uznaje taką kategorię i  w sposób szczególny chroni prawa dziecka. Nie ulega wątpliwości, że dzieci są podmiotami praw i wolności konstytucyjnych, takich jak prawo do zdrowia, życia czy prywatności. Ponadto, należy w tym kontekście zwrócić uwagę na normę wyrażoną w art. 72 ust. 1 Konstytucji RP, zgodnie z którym: „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”.

Jeżeli mówimy o prawach pewnej grupy, to staramy się tej grupie nadać określoną ochronę: ochronę na najwyższym poziomie, a do ochrony takich praw powołane są często specjalne organy. W celu ochrony praw dziecka zgodnie z art. 72 ust. 4 Konstytucji RP zostaje przy tym powołany Rzecznik Praw Dziecka (RPD). Ochrona praw dzieci jest również ważnym zadaniem Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO, art. 208 ust. 1 Konstytucji RP). Dziecko bowiem to człowiek i jego prawa podlegają ochronie w każdym obszarze życia.

Należy również zwrócić uwagę na poglądy Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z którymi: „Dobro dziecka stanowi swoistą konstytucyjną klauzulę generalną, której rekonstrukcja powinna się odbywać poprzez odwołanie do aksjologii konstytucyjnej i ogólnych założeń systemowych. Z tego punktu widzenia istotne znaczenie ma treść art. 18 Konstytucji, umiejscowionego wśród podstawowych zasad porządku konstytucyjnego, gwarantującego ochronę i opiekę Rzeczypospolitej małżeństwu, rodzinie, macierzyństwu i rodzicielstwu […] Pojęcie «praw dziecka» w przepisach Konstytucji należy rozumieć jako nakaz zapewnienia ochrony interesów małoletniego, który w praktyce sam może jej dochodzić w bardzo ograniczonym zakresie. Dobro dziecka jest również tą wartością, która determinuje kształt innych rozwiązań instytucjonalnych” (wyrok TK z 28 kwietnia 2003 r., sygn. akt K 18/02).

Zgodnie z art. 3 ust. 1 ratyfikowanej przez Polskę Konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych z dnia 20 listopada 1989 r. o prawach dziecka we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, sprawą nadrzędną będzie najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka.

Prawa dziecka są zatem powszechnie uznaną konstrukcją chroniącą tę grupę społeczną. Obecnie nikt ich nie kwestionuje (na marginesie zauważyć można, że inne grupy praw nie są powszechnie uznawane, np. prawa reprodukcyjne). Myślę, że to dobrze, iż dzieci są chronione w specjalny sposób. Dzieci są bowiem z natury słabsze. Powinni być chronieni jeszcze bardziej – szczególnie przed złem wyrządzanym im przez dorosłych. A czy potrzebny jest odrębny organ ochrony dziecka? Moim zdaniem równie dobrze ochroną mógłby się zająć RPO. Likwidacja RPD wymagałaby jednak zmiany Konstytucji. Nikt jednak nie planuje takiej zmiany. Zresztą sama zapowiedź likwidacji RPD zostałaby pewnie społecznie źle odebrana.

Szanujmy więc dzieci i strzeżmy ich praw, bo „wszystkie dzieci nasze są”… Nie wiem, czy wszystkie one nasze są (te słowa pochodzą z tekstu znanej piosenki Majki Jeżowskiej, ale istniały już wcześniej; krytycznie wypowiadał się o nich wielki angielski myśliciel G.K. Chesterton). Jednak na pewno od nas wszystkich zależy ich bezpieczeństwo oraz poziom ochrony ich praw.

 

stop-634941_640

Koronawirus a Netflix i zwolnienia wykładowców z pracy

00Tags: ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP
Kierownik Katedry Prawa Antydyskryminacyjnego

Tytuł brzmi bardzo groźnie. Odpowiedź: pod koniec wpisu.

Tak zwana tarcza antykryzysowa (jest to kolejne marketingowe określenie) to różne przepisy prawne (w tym m.in. ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19), które mają na celu ochronić nas przed negatywnymi skutkami pandemii.

Jest też wiele innych ustaw, np. ustawa o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, zwana też Tarczą 3.0. Niestety wiele rozwiązań tej ustawy nie ma nic wspólnego ze zwalczaniem epidemii…. Oto tylko niektóre przykłady:

  • Na jej mocy (art. 16 ustawy o zmianie…) np. następuje nowelizacja ustawy o kinematografii, która zakłada wprowadzenie nowej daniny publicznej na rzecz Polskiego Instytutu Filmowego przez podmioty dostarczające audiowizualne usługi medialne. Będzie trzeba więc więcej płacić np. za Netflixa.
  • W art. 32 ww. ustawy o zmianie… umożliwiono Instytutowi Solidarności i Męstwa imienia Witolda Pileckiego tworzenie oddziałów zamiejscowych. Co to ma wspólnego z koronawirusem?
  • Art. 46 ust. 19 ww. ustawy o zmianie… Ustawa oddaje w ręce osób mianowanych przez ministra sprawiedliwości uprawnienia do arbitralnego oddziaływania na sędziów poprzez groźbę lub faktyczne przeniesienie sędziego, przydzielenie do innego wydziału, niekorzystną organizację dyżurów, itd., przy nieostrych kryteriach podejmowanych decyzji personalnych, ich natychmiastowej skuteczności oraz braku realnej drogi ich podważenia.

I jeszcze jedno: art. 15zzzzzo ww. ustawy z dnia 2 marca 2020 r. w obecnej wersji pozwala Radzie Ministrów na zmniejszanie zatrudnienia (lub wprowadzenie mniej korzystnych warunków zatrudnienia) w administracji rządowej (tylko w administracji rządowej).

Jednak niedawno pojawiła się propozycja rozszerzenia tego uprawnienia także na wszystkie jednostki sektora finansów publicznych. Gdyby doszło do tego rozszerzenia, to rząd mógłby żądać zmniejszenia zatrudnienia nie tylko w administracji rządowej, ale także w samorządach oraz np. na uczelniach wyższych. Trudno sobie wyobrazić, by rząd w drodze rozporządzenia nakazywał wójtom/burmistrzom/prezydentom lub rektorom, by zmniejszyli zatrudnienie. Pozycja samorządu i uczelni wyższych jest bowiem określona przez Konstytucję; są to podmioty cieszące się samodzielnością.

Propozycja tej nieszczęsnej zmiany miała się pojawić w ustawie o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Projekt na szczęście został wycofany, jednak warto obserwować jakie „wrzutki” znajdą się w kolejnych wersjach tzw. tarczy… Myśl, że ktoś pracuje nad kolejną wersją „tarczy” napawa mnie wielkim niepokojem. W kolejnych jej wersjach znajdują się bowiem przepisy, które nie dotyczą w ogóle walki z pandemią; są to jednak przepisy, które dotyczyć mogą bezpośrednio lub pośrednio wszystkich z nas.

 

 

coronavirus-4833645_640

Jeszcze o koronawirusie – z prawnej perspektywy

00Tags: , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP
Kierownik Katedry Prawa Antydyskryminacyjnego

Pandemia wciąż trwa. Codziennie słyszymy informacje o nowych zarażeniach, ofiarach śmiertelnych. Nasze prawa zostały siłą rzeczy ograniczone, co wydaje się być normalne. Jednak organy stojące na straży naszych wolności i praw nadal funkcjonują i wykonują swoje zadania. Jednym z nich jest Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeżeli wejdziemy na jego stronę internetową, wówczas przekonamy się, jak wiele problemów mają obywatele. Są to często sprawy indywidualne, podejmowane na wniosek lub z urzędu, ale często sprawy te mają także wymiar generalny. Często na tle indywidualnej sprawy widoczny jest problem systemowy.

Przykładem jest sprawa podchorążych ze Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie, która zaraziła się koronawirusem.
Zgodnie z przepisami, gdy strażak uległ skażeniu materiałem potencjalnie zakaźnym, substancjami niebezpiecznymi lub doznał urazu w wyniku oddziaływania innych czynników szkodliwych dla zdrowia, podlega niezbędnemu badaniu lekarskiemu. W przypadku bezpośredniego kontaktu odzieży i sprzętu specjalistycznego strażaka z materiałem potencjalnie zakaźnym, substancjami niebezpiecznymi i innymi czynnikami  szkodliwymi dla zdrowia, kierownik jednostki organizacyjnej PSP zapewnia odkażanie tej odzieży i sprzętu.
Z serii materiałów prasowych o sytuacji w SGSP wynika, że podchorążowie byli każdorazowo kierowani do lekarza, który jednak początkowo nie dopatrzył się u nich choroby zakaźnej. Pozostaje zatem ocenić czy „niezbędne badanie lekarskie” w tym stanie faktycznym nie obejmowało konieczności przeprowadzenia odpowiedniego testu na obecność SARS-CoV-2. Ostateczna decyzja w tym zakresie powinna należeć do lekarza, nie zaś do dowódcy – szczególnie, że objawy choroby COVID-19 mają swoją dynamikę, a jej przebieg nie jest jednakowy u wszystkich zakażonych.
Ryzyko popełnienia błędu przez przełożonego jest w takim przypadku duże, a skutki w postaci utraty zdolności operacyjnej – daleko idące. Rozstrzygnięcie tych wątpliwości może podlegać w dalszej perspektywie odpowiedzialności dyscyplinarnej. W ocenie RPO jest to właściwa droga dla oceny ewentualnych nieprawidłowości poszczególnych przełożonych.
Inną sprawą pozostaje odpowiedzialność odszkodowawcza Skarbu Państwa za ewentualny uszczerbek na zdrowiu podchorążych. Wnioski wynikające ze szczegółowej analizy tego zdarzenia nadzwyczajnego mogą okazać się bardzo pomocne dla realizacji zadań (w okresie szczególnego zagrożenia epidemicznego) nie tylko przez Państwową Straż Pożarną, ale także przez inne formacje mundurowe, czy w dalszej kolejności Siły Zbrojne.
Zdarzenie nadzwyczajne SGSP  pokazuje bowiem luki w pełnieniu służby w systemie skoszarowanym w czasie zagrożenia epidemicznego. Konieczność realizacji nałożonych zadań czy też szczególne poczucie misji (związane np. z etosem służby) powinny zostać zrównoważone maksymalnym zabezpieczeniem samych funkcjonariuszy. Alternatywą jest bowiem utrata zdolności operacyjnej danej jednostki organizacyjnej.
magnifying-glass-6820popr

Bezpieczeństwo czy wolność? (c.d.)

00Tags: ,

 

dr Piotr Uhma
Katedra Prawa Administracyjnego i Europejskiego

W swoim ostatnim wpisie na blogu napisałem, że wprowadzony w Polsce stan epidemii zmusza niestety do praktycznego zastosowania wdzięcznych skądinąd dyskusji akademickich o pojęciach nieostrych: konieczności, proporcjonalności, ale też jak najbardziej ostrych i dających się zweryfikować: podstawach prawnych, hierarchii źródeł prawa czy określoności pojęć języka prawnego. Zachęcam do przeczytania w całości (a nie tylko notatki prasowej!) listu Rzecznika Praw Obywatelskich do Prezesa RM w sprawie niekonstytucyjności rozporządzenia Ministra Zdrowia, możliwego naruszenia EKPC, nieskuteczności przepisów karnych oraz możliwości powstania roszczeń o szkody, jakie zostały wyrządzone przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.

 

 

Pobierz list Rzecznika Praw Obywatelskich do Prezesa RM

 

magnifying-glass-6820popr

Bezpieczeństwo czy wolność?

00Tags: , ,

 

dr Piotr Uhma
Katedra Prawa Administracyjnego i Europejskiego

Społeczeństwo popierające władzę, jest marzeniem każdej władzy. Oczywiście tej, której, choć w niewielkim stopniu zależy na społecznej legitymizacji. Marzenie to nie jest obce władzy w pełni demokratycznej, technokratycznej, autorytarnej i neoautorytarnej, choć sposoby urzeczywistnienia owego marzenia znacznie się różnią. Historia najnowsza obfituje w szereg odcieni relacji ludzie – władza: syntezy państwa i jednostki, wspólnoty uczuć, ducha rewolucji, paternalizmu, czy celowo, acz subtelnie lansowanego desinterresment obywateli w sferze publicznej. W każdym z tych wypadków cel polityczny pozostaje ten sam: utrzymanie, a może również – zwiększenie władzy, najlepiej przy utrzymującym się silnym poparciu społecznym.

Wśród zestawu narzędzi sprawowania władzy, takich jak chociażby język i metafora (człowiek – wspólnota, społeczeństwo – naród, dom – Ojczyzna, Rodacy – obcy) kluczowe miejsce zajmuje prawo: potężne narzędzie sprawowania władzy politycznej. Korzystając z autorytetu władzy, ale też ten autorytet budując, prawo jawi się w odbiorze społecznym jako szczególny system normatywny, silniejszy i godny większego poważania niż np. religia, moralność, etyka czy zwyczaj.

Monopol państwa (a zatem władzy) na uchwalanie i stosowanie prawa, jest też monopolem na stosowanie przemocy (znowu z pomocą przychodzi język: czyt. „przymusu bezpośredniego”, o ile zgrabniej to brzmi!), na określanie co jest, a co nie jest dozwolone, co mieści się w ramach wolności, a co wolnością nie jest. Co pozostawione jest poza nawiasem. Umiejętne stanowienie i stosowanie prawa jest majstersztykiem sprawowania władzy.

Klasyczne koncepcje praw człowieka mają swoje źródło właśnie w potrzebie ograniczenia władzy: wolności rozumianej (zgodnie ze słynną koncepcją Isaiaha Berlina) jako najpierw przestrzeni wolnej od ingerencji władzy, wpierw tej opartej na panowaniu tradycyjnym, współcześnie tej opartej na panowaniu racjonalnym – na prawie. W konsekwencji prawa człowieka mają ograniczać nadużywanie władzy. Mają ograniczać wszechwładzę prawa.

Prawa człowieka zawieszone są jednak pomiędzy idealizmem a realizmem (Ch. Tomuschat, Human Rights, Between Idealism and Realism), większość z nich to prawa derogowalne. Wyraźnie na plan pierwszy wysuwa się zresztą prawo do życia, którego ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. Ponadto ochrona wielu praw człowieka może doznawać ograniczeń z uwagi na inne wartości jakie państwo (czyt. władza) ma chronić. Mówi o tym np. art. 31 ust 3 Konstytucji RP,

„Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”. 

Jest to słynny „test” ustawowości, konieczności i wartości, niemal wprost przekopiowany do polskiej ustawy zasadniczej z art 9-11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, i art. 2 protokołu nr 4 (prawo do swobodnego poruszania się). 

Wprowadzony w Polsce stan zagrożenia epidemicznego, a następnie stan epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2 zmusza niestety do praktycznego zastosowania wdzięcznych skądinąd dyskusji akademickich o pojęciach nieostrych: konieczności, proporcjonalności, ale też jak najbardziej ostrych i dających się zweryfikować: podstawach prawnych, hierarchii źródeł prawa czy określoności pojęć języka prawnego.

Dla przykładu: ogłoszony przez kilka nadleśnictw zakaz wstępu do lasów nie ma podstawy prawnej (albo jak w przypadku nadleśnictwa Limanowa przywołuje błędną podstawę prawną, w tym akt prawa wewnętrznego), jest zatem niezgodny z prawem, oraz w moim przekonaniu nieproporcjonalny i niekonieczny. Został on zresztą szybko odwołany. Podobnych wątpliwości prawnych dostarcza najnowsze „epidemiczne” rozporządzenie Ministra Zdrowia, gdzie konstytucyjne wolności zostały ograniczone rozporządzeniem (dyskusyjne z punktu widzenia relacji ustawa – akt wykonawczy, a także zastosowania przepisów karnych na podstawie Kodeksu Wykroczeń). W Polsce, wbrew oświadczeniu Premiera nie ma również stanu „narodowej kwarantanny” (czym zresztą różni się ona od nienarodowej i kto należy do narodu otwiera koleje pole dyskusji), nie jest też konieczne żadne „narodowe wyciszenie”, gdyż stan epidemii to nie rekolekcje.

Epidemia SARS-CoV-2 jest sprawą niezwykle poważną. Zagrożenia jakie niesie ze sobą ten wirus nie wolno bagatelizować. Obowiązkiem władz publicznych jest ochrona życia i zdrowia ludzi, czego jednak, uważam, nie można interpretować zgodnie ze słynnym zawołaniem: „nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”, bo tych zawsze szkoda.

slajder

Gdy zagrożenie jest szansą

00Tags: ,

 

Prof. dr hab. Andrzej Piasecki
Dyrektor Instytutu Prawa, Administracji i Ekonomii

Odwołane zajęcia, niepewne egzaminy, znikające dochody. Tegoroczna wiosna zaczęła się w warunkach zagrożenia dla każdego studenta i wykładowcy. Czy da się z tej dramatycznej sytuacji wyciągnąć pozytywne wnioski, okruchy nadziei, szanse na sukces? Spróbujmy.

Wszyscy jesteśmy na etapie szukania rozpaczliwej odpowiedzi na pytanie ,,kiedy to się skończy’’? A ona brzmi: już się skończyło. Coś, co nie wróci, teraz będzie inaczej. Ale powoli…

Podczas studiów, mój rocznik musiał się zmierzyć z nagle wprowadzonym stanem wojennym. Pytanie stawiane w pierwszych dniach po 13 grudnia 1981 r., było podobne do aktualnego. Chodziło o koniec tego koszmaru. I on formalnie nastąpił: 31 grudnia 1982 r. Zawieszenie stanu wojennego, a 22 lipca 1983 r. jego zniesienie.  Jednocześnie wprowadzono ustawy na czas tzw. normalizacji, w których kary były surowsze, niż w stanie wojennym (np. 3 lata więzienia za sprzedaż butelki bimbru). Mało kto mógł w Polsce, w latach 1982-1983, z satysfakcją odnotować zakończenie stanu wojny i nastanie pokoju. Jak wiadomo ten okres przejściowy trwał kilka lat, a odbijanie się od dna rozłożone było na raty, nie tylko w tzw. okresie transformacji (1989-1993), także później. Ale w końcu to nastąpiło. Pokolenie studentów ze stanu wojennego (dzień dobry!), mogło po latach powiedzieć: udało się! Jest lepiej, mamy więcej wolności, jesteśmy bogatsi, mądrzejsi. Stało się tak m.in. dlatego, że udało się wykorzystać to zagrożenie sprzed trzydziestu lat do nauki i twórczej pracy. Bieda, upokorzenia i poniewierka stanu wojennego, to dla tysięcy Polaków czas intelektualnego rozwoju, hartowania charakteru, miłości (efekt: wyż demograficzny z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych XX w.).

Piszę o tym wszystkim w dniach dynamicznego rozwoju koronawirusa. Mam nadzieję, że studenci tęskniący za dygresjami podczas wykładu, rzucą okiem na ten tekst. Może to ich zaciekawi, zainspiruje, zmotywuje. Niewiele mogą zrobić (poza siedzeniem w miejscu zakwaterowania), aby zmniejszyć zagrożenie. Ale mogą skorzystać z wielu szans, które przyniósł ten trudny czas.

 Oto moje propozycje dla Ciebie Czytelniku, na najbliższe dni, tygodnie, a może i miesiące:

• Notuj to co się dzieje wokół Ciebie i w Tobie, prowadź dziennik, rób zdjęcia, kręć filmiki. Z takiej dokumentacji po latach, może powstać bezcenny zapis chwili. Jest pewne, że media, a może i naukowe ośrodki, ogłoszą konkursy na różnego rodzaju osobiste historie z czasów zarazy. Masz szanse stworzyć coś oryginalnego.

• Prowadź badania, najlepiej pod kierunkiem doktora/profesora (służę pomocą). Ich zakres może dotyczyć kierunku, który studiujesz. Studenci prawa mogą śledzić działalność organów wymiaru sprawiedliwości w warunkach pandemii; na administracji interesujące może być funkcjonowanie urzędów; adepci ekonomii społecznej powinni sprawdzać losy najlepiej znanej małej firmy rodzinnej.   

• Napisz pracę (zaliczeniową, licencjacką, magisterską) na podstawie badań własnych. Ręczę, że promotor (opiekun) zaakceptuje Twoje kreatywne pomysły. Oto przykładowe tematy: ,,Lex specialis’2020 a konstytucja’’ (prawo); ,,Zarządzanie oświatą w warunkach epidemii – gmina X’’ (administracja); ,,Społeczne skutki kryzysu MŚP w branży turystycznej’’ (ekonomia społeczna.  

Do zbadania tej nadzwyczajnej sytuacji nadaje się wiele uniwersalnych tematów, np. komunikacja: jakich słów najczęściej używamy. Dodatkowy czas można też przeznaczyć na lekturę (dawno żaden student nie zadał mi prostego pytania ,,Co powinienem przeczytać?’’). Można wreszcie pomóc innym, wzmocnić przyjacielskie relacje, oryginalnie zakochać się i tęsknić w czasach przymusowej rozłąki.

Specjaliści od marketingu, niemal w ramach każdej dyscypliny naukowej, przypominają, że największą sztuką w życiu jest przekucie porażki w sukces. Zagrożenie, z którym się mierzymy, daje nam też taką szansę. Skorzystajmy z niej!

 

virus-4937553_1280

O wierzchołku góry lodowej, czyli prawo kontra koronawirus

20Tags: ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP
Kierownik Katedry Prawa Antydyskryminacyjnego

Trwa pandemia. Koronowirus jest tematem numer jeden. Warto napisać kilka słów na temat prawnych aspektów tego zjawiska.

W dniu 20 marca wprowadzono stan epidemii. Uczyniono to na podstawie art. 46 ust. 2 i 4 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (tekst jedn. Dz.U. z 2019 r., poz. 1239). Forma prawna, w której wprowadzono stan epidemii to Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 491). Tekst rozporządzenia znajduje się tutaj: http://dziennikustaw.gov.pl/D2020000049101.pdf

Wszystkim polecam jego lekturę. Zawarto w nim wiele ograniczeń na czas stanu pandemii. Dotyczą one także naszego życia codziennego, naszych przyzwyczajeń (zakaz zgromadzeń, ograniczenia handlu, ograniczenia w funkcjonowaniu niektórych instytucji). Musimy po prostu przywyknąć, że przez jakiś czas nie będziemy mogli robić tego, co chcemy. Po prostu – nasze wolności i prawa będą ograniczone. Czy tak musi być? Niestety, musi. Mamy sytuację nadzwyczajną, w której pojawiło się zagrożenie zdrowia i życia ludzi. Prawa człowieka muszą tutaj ustąpić przed interesem publicznym. Pełnia praw człowieka jest możliwa do realizacji tylko w „normalnym” czasie. Obecnie zaś nie mamy zwyczajnej, „normalnej” sytuacji.

Jednak obecna sytuacja wywołuje bardzo wiele komplikacji w obszarze prawa. Weźmy np. prawo cywilne. Koronawirus może uzasadniać powołanie się w wielu umowach na klauzulę zmiany okoliczności – rebus sic stantibus (art. 3571 kodeksu cywilnego): jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy.

Koronawirus jest taką zmianą stosunków. Można się powołać np. na okoliczność, iż dostawa towaru do sklepu z powodu zamkniętych granic nie będzie możliwa.

Ale problemy są także w innych obszarach. Apeluje się na przykład o to, by w sposób systemowy wprowadzić rozwiązania zatrzymujące bieg terminów np. do wniesienia odwołania, skargi do sądu. Pandemia spowodowała destabilizację życia codziennego, jednak nie zatrzymała terminów. Jednak konieczna jest tutaj ustawowa ingerencja. Póki jednak takiej ingerencji nie będzie, strony mogą wnosić o przywrócenie terminu procesowego – muszą jedynie uprawdopodobnić istnienie okoliczności, które uniemożliwiły dokonanie danej czynności procesowej w określonym terminie. Pandemia na pewno jest taką okolicznością. Jednak takie przywrócenie dotyczy wyłącznie terminów procesowych. Terminy materialne zasadniczo nie mogą być przywracane. I tutaj jest problem.

Jednak w praktyce pojawia się bardzo dużo problemów szczegółowych. W ostatnich dniach zwracał na nie uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich. Zwrócił on uwagę m.in. na problem ratowników medycznych, którym wygasają uprawnienia do udzielania pomocy. Ratownicy muszą zdawać specjalny egzamin, aby nie wygasło ich zaświadczenie o ukończeniu kursu pierwszej pomocy. Przeprowadzenie takich egzaminów uniemożliwia obecna sytuacja epidemiczna. Spowoduje to utratę uprawnień przez część ratowników, co uniemożliwi im pracę w okresie epidemii. A jednostki współpracujące z Państwowym Ratownictwem Medycznym stracą pomoc wykwalifikowanych kadr.

Rzecznik zwrócił również uwagę na problem opiekunów osób starszych, którym zamknięto domy dziennego pobytu. Trzeba pomóc opiekunom osób niesamodzielnych (z niepełnosprawnością oraz starszych), które korzystały z pomocy placówek dziennego wsparcia. Ośrodki te zostały teraz zamknięte i cała opieka spadła na rodziny. Muszą mieć prawo do zwolnienia z pracy i do zasiłku.

Powyżej wskazano tylko przykładowe problemy. To jest naprawdę niestety wierzchołek góry lodowej. Wiele problemów jest w sferze prawa pracy, prawa oświaty, szkolnictwa wyższego prawa gospodarczego itd. W tym trudnym czasie pozostaje nam jedynie dostosować się do zarządzeń organów władzy publicznej. Zaś w sferze ludzkiej: okazywać solidarność i szacunek. Wiele problemów życia codziennego w czasach pandemii nie jest uregulowanych. Tylko wzajemny szacunek, zrozumienie, stosowanie zasad współżycia społecznego itd. pozwoli nam wszystkim przejść przez ten trudny okres.

 

battle-1846807_640

Prezydenta RP nie można zmusić do działania

00Tags:

dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP
Kierownik Katedry Prawa Antydyskryminacyjnego

Szczególny rozgłos medialny zyskały ostatnio postępowania w sprawie nadania tytułu naukowego profesora dwóm osobom ze stopniem doktora habilitowanego. Głowie państwa zarzucono, iż specjalnie przeciąga procedurę. Prawda jest taka, że w żaden sposób nie można zmusić głowy państwa do działania. Nie ma żadnego środka, który można zastosować w przypadku jego bezczynności.

Zgodnie z art. 29 ust. 1 ustawy o o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (która ma zastosowanie do ww. postępowań na mocy Przepisów wprowadzających ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce) w postępowaniach dotyczących m.in. nadania tytułu profesora stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego.

Postępowanie w sprawie nadania stopnia profesora jest szczególnego rodzaju procedurą złożoną, która kończy się postanowieniem Prezydenta RP w sprawie nadania stopnia naukowego profesora. Złożoność ta wynika z tego, iż toczy się ono na różnych poziomach i przed różnymi podmiotami. Merytoryczna część postępowania toczy się jednak nie przed Prezydentem, a na wcześniejszym etapie. To recenzenci oceniają daną osobę. Rola Prezydenta sprowadzona została właśnie do „nadania tytułu profesora” – art. 25 ww. ustawy stanowi bowiem, że „tytuł profesora nadaje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na podstawie wniosku Centralnej Komisji…”. 

Prezydent nie może weryfikować recenzji, ani samodzielnie oceniać „wartości” kandydata. To właśnie recenzenci na wcześniejszym etapie oceniają te kwestie. Jedyną „merytoryczną” czynnością jaką może Prezydent RP na tym etapie, przewiduje art. 28 ust. 3a ww. ustawy: Prezydent RP może zwrócić się do Centralnej Komisji o dołączenie do wniosku opinii komisji do spraw etyki w nauce przy Polskiej Akademii Nauk, jeżeli poweźmie wiadomości o możliwości naruszenia przez kandydata do tytułu profesora praw autorskich.

Rozstrzygnięcie w sprawie nadania tytułu profesora kończy ww. postępowanie; jest ono wydawane przez Prezydenta RP, a więc głowę państwa. Prezydent RP nie jest organem w rozumieniu kodeksu postępowania administracyjnego. Przepisy prawne nie określiły żadnego terminu wydania takiego rozstrzygnięcia. W przypadku bezczynności Prezydenta nie ma w zasadzie żadnych środków, które mogłyby zmusić Prezydenta RP do podjęcia działania – ponaglenie nie wchodzi w grę, podobnie skarga do sądu administracyjnego. Sądy administracyjne (m.in. w sprawach dotyczących powołania sędziów), uznawały, że skarga na bezczynność Prezydenta jest niedopuszczalna.

Pozostaje jedynie czekać na ruch Prezydenta RP…
holding-hands-1031665_640

O małżeństwie i związkach partnerskich

00Tags: , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP
Kierownik Katedry Prawa Antydyskryminacyjnego

Małżeństwo charakteryzowane jest jako instytucja prawna, będąca formą partnerstwa między dwiema osobami, która jest kreowana przez formalny akt rejestracji, i skutkuje licznymi prawami i obowiązkami. Jak jednak wiadomo, coraz więcej państw przyjmuje rozwiązania prawne, pozwalające zawierać małżeństwa osobom tej samej płci – odmienność płci biologicznej nie jest zatem w tych państwach warunkiem sine qua non zawarcia małżeństwa.

W literaturze amerykańskiej (por. Ch.M. Glass, N. Kubasek, E. Kiester, Toward A “European Model” of Same – Sex Marriage Rights: a Viable Pathway for the U.S.A, Berkeley Journal of Internationa Law, vol. 29, 2011 r., s. 166 i nast.)– opierając się na doświadczeniach państw europejskich – wskazuje się na trzy teorie służące do wyjaśnienia rozwoju prawa do małżeństwa dla par jednopłciowych.

Według pierwszej z nich rozwój tego prawa koresponduje z zanikiem znaczenia małżeństwa jako instytucji, a obecnie – zdaniem A. Cherlin – jesteśmy świadkami „deinstytucjonalizacji” małżeństwa w demokracjach zachodnich, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi (A. Cherlin, The Deinstitutionalization of American Marriage, w: Journal of Marriage and Family, vol. 66, 2004 r., s. 848). Autor ten wskazuje, że od kilku poprzednich dekad następuje proces „deinstytucjonalizacji” – słabnięcia norm społecznych, które determinują zachowania partnerskie. Przykładem jest wzrost liczby związków kohabitacyjnych oraz powstanie małżeństw osób tej samej płci. W Stanach Zjednoczonych dwie okoliczności, które pojawiły się w ciągu dwudziestego stulecia, stworzyły społeczny kontekst tej deinstytucjonalizacji. Pierwsza z nich to przejście od małżeństwa instytucjonalnego do małżeństwa „towarzyskiego (companionate). Druga zaś to przejście do „zindywidualizowanego małżeństwa”, w którym kładzie się nacisk na osobisty wybór i samorozwój. I chociaż praktyczne znaczenie małżeństwa się zmniejszyło, to jednak jego symboliczne znaczenie pozostało wysokie, a może nawet wzrosło. Pozostaje bowiem znakiem prestiżu i osobistych osiągnięć. Inni autorzy – przedstawiciele tej teorii – opisując podobne procesy społeczne – posługują się pojęciem demarriage („demałżeństwo”) – por. P. Festy, G. Rogers, Legal Recognition of Same-Sex Couples in Europe, 61 Population vol.  4, 2006 r., s. 423. Na opisywane tu procesy „deinstytucjonalizacji” wpływ mają m.in. zmniejszenie się liczby małżeństw, podwyższenie wieku, w którym zawiera się pierwsze małżeństwo, zwiększona liczba rozwodów, narodziny dzieci poza małżeństwem oraz wzrastająca liczba konkubinatów.

Druga teoria, która opisuje rozwój praw mniejszości w tym zakresie, odnosi się bezpośrednio do procesów politycznych. Jest to tzw. teoria politycznej mobilizacji, która zakłada, że do zapewnienia praw osób tej samej płci potrzebne są pewne polityczne czynniki. Są nimi m.in. silne i prężnie działające organizacje mniejszości seksualnych (LGBT) na poziomie narodowym słaba polityczna opozycja oraz przekonanie rządzących, że żądania aktywistów LGBT są uprawnione (K. Kollman, Same-Sex Unions: The Globalization of an Idea, International Studies Quarterly, vol. 51 z 2007 r., s. 338). Częściowo rozwój takich praw może być wyjaśniony przez ponadnarodowe sieci, skupiające aktywistów LGBT, a także wpływ jaki oni wywierają na ponadnarodowe elity.

Trzecia teoria (por. K. Waaldijk, Small Change: How the Road to Same – Sex Marriage Got Paved in the Netherlands (w:) Legal Recognition of Same – Sex Partnerships. A Study of National, European and International Law, Oxford 2001, s. 437) preferuje ewolucyjne podejście do procesu uznania małżeństw osób tej samej płci. Cel ten może być osiągnięty poprzez realizację celów cząstkowych, takich jak np. polityka antydyskryminacyjna. Można więc ją określić jako teorię małych kroków. Dokonanie jednej czynności (jednego małego kroku) implikuje kolejną (kolejny mały krok), np. nie można logicznie wprowadzić dyskryminacji w zatrudnieniu bez uprzedniej depenalizacji aktów homoseksualnych.

Każda z tych teorii kładzie nacisk na różne czynniki, które mają przyczynić się do wprowadzenia małżeństw osób tej samej płci. Jak się jednak wydaje, w różnych państwach poszczególne okoliczności, wskazane przez te teorie występują z różnym nasileniem. W Polsce jest podobnie. Następuje na pewno proces zmniejszenia się znaczenia małżeństwa, jednak nie można uznać, by było ono jedynie ważnym symbolem. W Polsce nadal małżeństwo wywołuje określone – i daleko idące – skutki prawne, a prawo wiąże z nim określone prawa i obowiązki. Jednak zalegalizowanie związków partnerskich to tylko kwestia czasu. W Polsce i na świecie mamy osoby, które niekoniecznie chcą żyć i funkcjonować w związkach „typowych”. Mają do tego prawo. Wydaje się, że pilną sprawą jest regulacją statusu prawnego osób żyjących wspólnie, niezależnie od charakteru ich związku. Ważne jest to, by w codziennych sprawach nie doznawali żadnych trudności. Polecam także najnowszy wywiad ze mną:  Trzeba uregulować sytuację osób żyjących w „nietypowych” związkach<<