Category: Zdaniem ekonomisty

job

Womenomics, czyli dlaczego ekonomia przyszłości jest kobietą

00Tags: , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

Termin „womenomics” (women + economy) powstał w celu zaznaczenia rosnącego wpływu kobiet na gospodarkę[1]. Czy zwiększenie aktywności zawodowej kobiet może wpłynąć korzystnie na rozwój gospodarczy? Czy wzrost liczby kobiet w zarządach może przyczynić się do sukcesu organizacji? Okazuje się, że tak! Z perspektywy ekonomicznej kobiety są tak samo produktywne jak mężczyźni[2]. Wyniki badania PwC obalają mit, zgodnie z którym tylko mężczyźni potrafią budować korzystne relacje biznesowe i tworzyć sieć wartościowych kontaktów. Okazuje się, że akurat ta umiejętność należy do kluczowych talentów menedżerek. Wynika to z faktu, iż kobiety nie pragną rywalizacji, lecz raczej tworzenia pozytywnych relacji biznesowych oraz współpracy[3]. Jak czytamy w raporcie Fundacji Liderek Biznesu: „Jeżeli wiedziałbym, że potrzebuję menedżera z przewagą miękkich umiejętności, to statystycznie mam większe szanse znaleźć taką osobę wśród kobiet, gdyż mają większą empatię[4]. Wysoki poziom kompetencji miękkich w połączeniu z dużą wiedzą i umiejętnościami kobiet sprawia, że zwiększenie ich aktywności zawodowej i obsadzanie nimi stanowisk kierowniczych zwiększa konkurencyjności gospodarek[5]. Dlaczego zatem ekonomia przyszłości jest kobietą? Dlatego, że kobiety mają zdecydowanie lepiej rozwinięte kompetencje miękkie niż mężczyźni. A jeśli czytaliście moje poprzednie wpisy, to wiecie, że rola kompetencji miękkich na rynku pracy będzie się systematycznie zwiększać. To sprawi, iż kobiety – z ekonomicznego punktu widzenia – będą coraz cenniejszymi pracownikami. Zgodnie z prognozami, ich udział na stanowiskach zarządczych będzie się zwiększał. W 2040 r. ponad 30% nowo nominowanych prezesów będą stanowiły kobiety[6].

Póki co jednak sytuacja kobiet na rynku pracy nie jest wciąż zadowalająca, co potwierdzają wyniki badań w raportach cytowanych choćby w tym wpisie. Wciąż istnieją duże luki w wynagrodzeniach między kobietami a mężczyznami, oczywiście na niekorzyść kobiet. Niższe płace dla kobiet nie są jednak podstawowym problemem. W Polsce kobiety wciąż napotykają wiele przeszkód zakorzenionych w społecznych stereotypach, postępowaniu firm i ich kulturze biznesowej, gdy tylko usiłują w pełni wykorzystać swoje możliwości zawodowe (jest to zjawisko tzw. „szklanego sufitu”). Wyniki pomiarów wskaźnika GEI (Gender Equality Index), stosowanego przez Europejski Instytut Równości Płci z 2013 r. wskazuje, że Polska znalazła się w grupie państw o najniższym poziomie równości płci i osiągnęła poziom 44, podczas gdy najwyższy wskaźnik równości osiągnęły kraje skandynawskie: Szwecja (75), Dania (74) i Finlandia (73). Ogólna wartość indeksu dla 27 krajów Unii Europejskiej wyniosła 54[7]. W naszym kraju tylko nielicznym kobietom udaje się wejść do zarządów firm (zwykle najwyższe stanowiska w firmach zajmują mężczyźni)[8]. Niewątpliwie niska reprezentacja kobiet na stanowiskach zarządczych stanowi niewykorzystanie potencjału kapitału ludzkiego na rynku pracy, w który zainwestowano w ramach polskiego systemu edukacji (szkoły, państwowe uczelnie wyższe). Niestety, w oczywisty sposób ma to negatywny wpływ na całą polską gospodarkę”[9]. Prognozy są jednak optymistyczne: „Nie mam wątpliwości, że na kluczowych stanowiskach w biznesie jest nadal za mało kobiet. Jednak badania, które przeprowadza PwC od dziesięciu lat na grupie 2500 największych spółek giełdowych, w Polsce i na świecie, jasno pokazują, że odsetek nowo nominowanych kobiet na prezesów firm rośnie. W 2040 r. będzie nas już ponad 30%. Zmienia się model społeczny, co widać także w Polsce[10].

Na co powinny zwrócić uwagę kobiety, które pragną zwiększać swoją rolę na rynku pracy? Przede wszystkim powinny rozwijać swoje kompetencje w zakresie: strategicznego patrzenia na biznes, umiejętności przejmowania inicjatywy oraz innowacyjnego myślenia[11]. Dzięki temu mogą zwiększyć swoją przewagę nad mężczyznami na rynku pracy. 

 

 

 

———-

[1] Maitland A., Wittenberg-Cox A., Kobiety i ich wpływ na biznes. Nowa rewolucja gospodarcza, Wolters Kluwer SA, Warszawa 2013.

[2] Praca i przedsiębiorczość kobiet | potencjał do wykorzystania w Polsce, Deloitte Polska 2016.

[3] Kobiety menedżerami przyszłości Wyzwania w skutecznym kształtowaniu liderek, PwC Polska Sp. z o.o. 2015.

[4] Za mało kobiet w zarządach. Dlaczego nic się nie zmienia?, Fundacja Liderek Biznesu, Warszawa, czerwiec 2017, s. 10.

[5] Praca i przedsiębiorczość kobiet | potencjał do wykorzystania w Polsce, Deloitte Polska 2016.

[6] Kobiety menedżerami przyszłości Wyzwania w skutecznym kształtowaniu liderek, PwC Polska Sp. z o.o. 2015.

[7] Więcej równości – więcej korzyści w gospodarce. Kobiety i mężczyźni na stanowiskach decyzyjnych w polskiej gospodarce w latach 2010–2013, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, Warszawa 2014.

[8] Kobiety na rynku pracy. Raport Hays, 2017, s. 33.

[9] Więcej równości – więcej korzyści w gospodarce. Kobiety i mężczyźni na stanowiskach decyzyjnych w polskiej gospodarce w latach 2010–2013, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, Warszawa 2014.

[10] Kobiety menedżerami przyszłości Wyzwania w skutecznym kształtowaniu liderek, PwC Polska Sp. z o.o. 2015.

[11] Za mało kobiet w zarządach. Dlaczego nic się nie zmienia?, Fundacja Liderek Biznesu, Warszawa, czerwiec 2017.

thailand-2113685_640

Ekonomia freelancingu i cyfrowi nomadzi, czyli rzecz o śmierci pracy etatowej

00Tags: , , , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

Żyjemy coraz dłużej, uczymy się coraz dłużej i pracujemy coraz dłużej. Mając świadomość, że praca zajmuje całkiem sporą część naszego życia, coraz częściej zwracamy uwagę na to, by jednocześnie była ona naszą pasją, czymś, co będzie nam sprawiać satysfakcję i przyjemność. W odpowiedzi na te potrzeby młodzi ludzie coraz częściej wybierają drogę niezależnych specjalistów, freelancerów lub przedsiębiorców, co ma dać im wolność i niezależność. Czy praca w pełnym wymiarze godzin odchodzi zatem pomału do lamusa? Można spokojnie zaryzykować odpowiedź, że tak. Zdaniem 43% Polaków praca etatowa, stabilna i długoletnia na rzecz jednego pracodawcy w przyszłości będzie dotyczyła już tylko niewielkiej grupy osób na rynku pracy [1]. Potwierdzają to badania z Zachodu, zgodnie z którymi już do 2027 roku większość pracowników w Ameryce zostanie freelancerami [2]. Z kolei do 2035 roku ok. 50% amerykańskich pracowników będzie niezależnymi pracownikami zdalnymi [3]. Warto też zauważyć, że w całej Unii Europejskiej w ciągu ostatniej dekady liczba freelancerów już wzrosła o jedną czwartą [4]. Mówi się więc o nowym trendzie w postaci ekonomii freelancingu, czy też tzw. gig economy (gospodarki opartej na pracy zleceniowej dla wielu podmiotów, nie ograniczającej się do jednego pracodawcy). W trend ten wpisują się też cyfrowi nomadzi, których mianem do 2035 roku będzie się określać nawet miliard osób na całym świecie [5]! Kim są cyfrowi nomadzi? Jeśli na Instagramie wpiszemy hashtag  #digitalnomad, to wyświetlą nam się setki zdjęć ludzi z całego świata, zwykle uśmiechniętych, siedzących z laptopem i pracujących w bardzo różnych miejscach, zupełnie nie kojarzących się nam z biurem. Są to zatem osoby, które wybrały życie wędrowca, wykonującego pracę zdalnie z dowolnego zakątka na ziemi. Do pracy wystarczy im komputer z łączem internetowym. Oczywiście najsilniej reprezentowane wśród współczesnych nomadów jest pokolenie Y (tzw. Millenialsi), które ma większą potrzebę doświadczeń niż wcześniejsze pokolenia i chcą łączyć swoje pasje z możliwością pracy zarobkowej. Wygląda na to, że przyszedł więc czas na to, by zmienić definicję pracy. Praca nie jest już określonym miejscem, gdzie spędza się 8 godzin. Praca jest tym, co robisz [6]. Zwyczajowe pytanie „Gdzie pracujesz?” może już nie być na miejscu, i to dosłownie 😉  Raczej należałoby pytać „Co robisz?” / „Czym się zajmujesz?”.  

A spośród Was, kto planuje zostać freelancerem? Albo cyfrowym nomadem? A może jednak wolicie pracę na pełen etat? 🙂 

 

 

 

——-

[1] Pracownik przyszłości, Hatalska Foresight Institute, Gdańsk, kwiecień 2019, s. 44.

[2] Ibidem, s. 100.

[3] Praca. Scenariusze przyszłości, Infuture Hatalska Foresight Institute, 2016, s. 11.

[4] Pracownik przyszłości, op.cit., s. 24.

[5] Wędrowcy. Raport o współczesnych nomadach, Infuture Hatalska Foresight Institute, 2017, s. 16.

[6] Pracownik przyszłości, op.cit., s. 44.

 

comment_DVgzHncOHRzVoQwADVzzrHBc1BhhWKQt

Jak długo będziesz się uczyć, żeby znaleźć dobrą pracę?

00Tags: , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

Ostatnio w moich wpisach było troszkę o zmianach na rynku pracy. Postanowiłam kontynuować ten wątek w kontekście lifelong learning (LLL), czyli kształcenia ustawicznego. Konieczność uczenia się przez całe życie jest często wskazywana jako jeden z ważnych czynników zmian społecznych i gospodarczych. Problem ten jest na tyle istotny, że poruszono go w wielu ważnych dokumentach, m.in. w Strategii Lizbońskiej, czy w raportach OECD [1]. Obecnie w kształceniu ustawicznym nie tylko chodzi już o zaspakajanie własnych ambicji (tak jak to miało miejsce do tej pory), ale o realną potrzebę ciągłego dostosowywania się do jakże szybko zmieniających się warunków otoczenia. Technologia rozwija się w niezwykłym tempie, żyjemy coraz dłużej, postępuje automatyzacja pracy, kończą się zasoby, pogłębiają nierówności społeczne, nasila się konsumpcjonizm, zwiększa cyberprzestępczość, zanikają niektóre zawody, pojawiają się nowe… a to tylko krótka wyliczanka tego, co już się dzieje wokół nas i – jak wskazują wszelkie prognozy – będzie postępować. Jeśli więc przestaniemy się uczyć, to rynek pracy może w pewnym momencie nie mieć dla nas nic do zaoferowania. A, o zgrozo, dość prawdopodobne są scenariusze konieczności pracy aż do śmierci (tzw. eternal employee – wieczny pracownik). Wskazują na to zmiany demograficzne i niewydolność systemu emerytalnego [2]. Praca do późnej starości to kolejny czynnik, który będzie powodował, że aby się utrzymać na rynku pracy, będziemy musieli się wielokrotnie przebranżawiać i zmieniać zawody [3], co w praktyce oznacza nic innego, jak konieczność ciągłej edukacji.

A jak w Polsce reagujemy na te zmiany? W jakim stopniu Polacy dostosowują się do trendu lifelong learning? Okazuje się, że jeszcze w niewielkim. Zgodnie ze statystykami Eurostatu w 2018 roku zaledwie 5,7% Polaków między 25 a 64 rokiem życia uczestniczyło w formalnej lub nieformalnej edukacji (w tym w studiach podyplomowych, różnego rodzaju kursach itp.), co stanowiło wzrost tylko o 1 p.p. w stosunku do roku 2013. Tymczasem dla porównania w Portugalii w 2018 roku wskaźnik ten wyniósł 10,3%, w  Austrii – 15,1%, w Danii – 23,5%, a w Szwajcarii – 31,6% [4]. Czyżbyśmy nie byli świadomi konieczności nieustannego uczenia się? A może jesteśmy zbyt leniwi? 🙂 

Jak zatem należy przygotować się na zmiany zachodzące na rynku pracy? Na pewno wprowadzić w życie system lifelong learning, co oznacza ciągłe doskonalenie, szlifowanie swoich umiejętności i uczenie się nowych rzeczy, korzystanie z dostępności kursów i studiów podyplomowych. Ważne jest też lepsze poznanie samego siebie, określenie, w czym jesteśmy dobrzy, co nam wychodzi najlepiej, rozwijanie swoich cech, predyspozycji i umiejętności, co pozwoli nam zwiększać osobistą przewagę [5]. Przypomnę też o konieczności rozwijania zarówno kompetencji twardych, jak i miękkich, o czym było w poprzednim wpisie 😉

 

 

 

—-

[1] Zob. m.in.: Raport pt. “In It Together: Why Less Inequality Benefits All” oraz “Productivity-Inequality Nexus”.

[2] Pracownik przyszłości, Hatalska Foresight Institute, Gdańsk, kwiecień 2019, s. 68.

[3] Ibidem.

[4] Adult participation in learning, 2013 and 2018 (¹) (% of the population aged 25 to 64 in the last 4 weeks), Eurostat, https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=File:Adult_participation_in_learning,_2013_and_2018_(%C2%B9)_(%25_of_the_population_aged_25_to_64_in_the_last_4_weeks).png

[5] Pracownik przyszłości, op.cit., s. 107

111

Jakich kompetencji będziesz potrzebować w przyszłości?

00Tags: , , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

Dziś na konferencji organizowanej przez nasz Instytut pt. „Przedsiębiorczość i ekonomia społeczna – Innowacje – Środowisko 2019” prelegenci często podkreślali znaczenie kształtowania kompetencji miękkich, jak np. umiejętność pracy w grupie, umiejętność rozwiązywania problemów, kreatywność, umiejętność prowadzenia negocjacji, itp. Prezentowaliśmy wyniki badań, z których wynikało, że studentom często brakuje tych kompetencji, a w edukacji niestety jeszcze jest kładziony na nie stosunkowo niski nacisk (jak słusznie wskazał dr Thomas Gold, głównie dlatego, iż mamy problem z ich pomiarem i oceną). Tymczasem badania pokazują, że tego rodzaju kompetencje są już teraz bardzo pożądane na rynku pracy.

A jak będzie w przyszłości? Czy zmniejszy się rola kompetencji twardych (wiedza specjalistyczna, analityczne myślenie, znajomość obsługi programów, itp.)?  Jak wynika z raportu „Pracownik przyszłości”[1], kompetencje twarde będą nadal bardzo użyteczne i pożądane, tak jak to ma miejsce dzisiaj. Oprócz tego jednak konieczne będzie łączenie ich z kompetencjami miękkimi, m.in. obejmującymi wiedzę z zakresu psychologii lub socjologii. A dlaczego? Otóż, jeśli czytaliście mój poprzedni wpis, to wiecie, że wysoce prawdopodobne jest, iż już w niedalekiej przyszłości znacząca część prac będzie wykonywana przez roboty lub z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Ale roboty będą tylko wykonywać pracę wymagającą kompetencji twardych. Należy więc kształtować swoje kompetencje miękkie, gdyż tylko te odróżniają nas od maszyn i od sztucznej inteligencji, i właśnie w tym jako ludzie zawsze będziemy najlepsi. Jak zatem konkurować z robotem na rynku pracy? Koniecznie zaopatrzcie się zarówno w kompetencje twarde, jak i miękkie. Jak wynika z cytowanego raportu, do kluczowych kompetencji przyszłości będą należeć: kreatywność, negocjacje, umiejętność współpracy, umiejętności z obszaru nauk ścisłych STEM (ang. science, technology, engineering, math), umiejętność dzielenia się wiedzą, design thinking, krytyczne myślenie, umiejętności cyfrowe, nastawienie na rozwiązywanie problemów i zdolność aktywnego uczenia się [2]. Kształtuj te kompetencje już dziś, a żaden robot nie zastąpi Cię w przyszłości 🙂 

 

 

[1] Pracownik przyszłości, Hatalska Foresight Institute, Gdańsk, kwiecień 2019.

[2] Ibidem, s. 31.

teens-629046_640

Jak często rozmawiasz z robotem?

00Tags: , , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

Nad tym, czy sztuczna inteligencja opanuje świat, debaty prowadzone są od dawna, do czego mogła się przyczynić popularność filmu „Terminator” z 1984 roku w reżyserii Jamesa Camerona.  O tym, że jest się czego obawiać, mogą świadczyć opinie wybitnych umysłów, takich jak Stephen Hawking, czy Elon Musk [1]. Zdaniem Klausa Schwaba, przewodniczącego Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum), dynamiczny rozwój nowych technologii (tzw. czwarta rewolucja przemysłowa) będzie mieć jeszcze większy wpływ na rynek pracy, niż kiedykolwiek miała pierwsza rewolucja przemysłowa (era maszyny parowej), druga (era energii elektrycznej) czy trzecia (era cyfryzacji). Wpływ ten będzie polegał na przedefiniowaniu całkowicie znaczenia pracy. Jest duża szansa (naukowcy oszacowali ją na poziomie 50%), że „sztuczna inteligencja przewyższy ludzi we wszystkich zadaniach już za mniej niż 50 lat, automatyzacja zaś wszystkich ludzkich stanowisk nastąpić może w ciągu 120 lat” [2]. Z badań wynika, że większość polskich internautów podziela obawy, iż w przyszłości znacząca część prac będzie wykonywana przez roboty lub z wykorzystaniem sztucznej inteligencji [3].

Jednak, jak się okazuje, w zasadzie już na co dzień mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją w postaci tzw. botów, chatbotów, czy voicebotów. I to częściej, niż nam się wydaje. Spotykamy się z nimi, gdy dzwonimy na infolinię, robimy zakupy przez internet, gdy szukamy produktów, czy informacji o promocjach, bądź też sprawdzając status dostawy produktu. Nie każdy też ma świadomość tego, że gdy nawiązuje kontakt przez internet z firmą w celu np. złożenia zamówienia, czy reklamacji, w rzeczywistości prowadzi dialog właśnie z chatbotem. Aż 66% Polaków nie wie w ogóle, czym są chatboty [4]. Tymczasem do 2020 roku aż 85% wszystkich interakcji z klientami obsłuży wirtualny asystent [5]. Warto też wspomnieć o voicebotach, służących do wyszukiwania głosowego. Okazuje się, że do 2023 roku liczba asystentów głosowych potroi się, co by oznaczało, że będzie ich ok 8 miliardów. To więcej niż mamy obecnie mieszkańców Ziemi [6]! Czy zatem pytanie o to, czy grozi nam opanowanie świata przez sztuczną inteligencję, nie wydaje się retoryczne?

 

———

[1] Pracownik przyszłości, Hatalska Foresight Institute, Gdańsk, kwiecień 2019, s. 11.

[2] Tamże, s. 7.

[3] Tamże, s. 8.

[4] Mobile Travel Report Polska, 2017 za: https://kodabots.com/blog/chatbot-statystyki/

[5] IBM, 2018 za: Tamże.

[6] Juniper Research, 2018 za: Tamże.

alphabet-94828_640

Czego Facebook nie wie o pączkach

00Tags: , , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

Każdy, kto miał kiedykolwiek zajęcia z mikroekonomii, na pewno słyszał o prawie malejącej użyteczności krańcowej. Można go zilustrować na następującym przykładzie: jedząc pączki, kilka pierwszych sztuk zje się z jednakową przyjemnością. Jednak w pewnym momencie zaczniemy odczuwać coraz mniejszą przyjemność ze zjedzenia kolejnego pączka, aż wreszcie dojdzie do momentu, w którym nie będziemy w stanie zjeść już żadnego. Wtedy powiemy, że nasza użyteczność krańcowa (czyli satysfakcja, zadowolenie ze zjedzenia kolejnego pączka) wynosi zero.

Prawo to można odnieść do wielu sfer naszego życia. Szczególne zastosowanie ma w marketingu m.in. w zakresie ustalania cen (przykładowo wszyscy znamy promocje „2 w cenie 1” lub „3+1 gratis”). Jednak odnoszę wrażenie, iż algorytmy w mediach społecznościowych (np. na Facebooku) tego prawa nie uwzględniają. Działają one bowiem na tej zasadzie, że im częściej wchodzimy w interakcję z daną stroną (np. często „lajkując” jej posty, komentując, czy nawet tylko przeglądając posty na niej publikowane), tym więcej otrzymujemy w Aktualnościach na naszej tablicy (w tzw. „Newsfeedzie”) treści, które odnoszą się do tematyki tej strony. I tak, jeśli przykładowo interesujemy się modą i często lajkujemy różne kreacje, stylizacje, itp., to po pewnym czasie na naszej tablicy już trudno doświadczyć treści o innej tematyce (a przecież interesujemy się jeszcze polityką, ekonomią, podróżami, gotowaniem, poezją, itd.). Możemy więc czuć pewien przesyt tego typu informacjami, a nasza użyteczność krańcowa znacznie zmaleje.

Na ten problem jednak należy spojrzeć znacznie szerzej. Tego rodzaju działania algorytmów w mediach społecznościowych niosą bowiem za sobą duże zagrożenia. Jeśli przykładowo mamy określone poglądy polityczne i wchodzimy w interakcje ze stronami, które publikują treści zgodne z tymi poglądami, to przestajemy otrzymywać treści o innych poglądach. Tym samym otrzymujemy tylko jeden z wielu możliwych punktów widzenia na dany problem, przez co będzie się kształtować niepełny jego obraz.

Jak się przed tym bronić? Bądźmy świadomymi użytkownikami mediów społecznościowych, którzy w sposób celowy dobierają treści nam wyświetlane i nie pozwalajmy algorytmom na to, by pokazywały nam jedynie wycinek rzeczywistości.  Sami musimy zadbać o naszą użyteczność krańcową…

mask-3829017_640

Czy przyzwalamy przedsiębiorcom na nieetyczne zagrywki?

00Tags: , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

W ostatnim wpisie było o teorii gier w odniesieniu do zachowań przedsiębiorstw na rynku w warunkach oligopolistycznych (gdy konkurencja nie jest rozdrobniona, lecz jest tylko kilku czy kilkunastu graczy, z którymi można wchodzić w różne układy, czyli kartele). Jak sam Pan Profesor Andrzej Piasecki zauważył w komentarzu pod tym wpisem, można odnieść wrażenie, iż przedsiębiorstwa nie kierują się w swoim postępowaniu żadnymi zasadami, lecz „każdy oszukuje jak może”. Warto pochylić się wobec tego nad przyczynami tego zjawiska. Niewątpliwie mogą one być bardzo złożone. Szczególną uwagę chciałabym jednak zwrócić na nasz kapitał społeczny, na który składa się m.in. zaufanie jednostek danej społeczności, wartości przez nie wyznawane, relacje między nimi, itp. W 2015 roku GUS przeprowadził badania na Polakach, które opublikował w raporcie pt. „Wartości i zaufanie społeczne w Polsce w 2015 r.”. Wynika z nich między innymi, że o ile przyjmowanie lub wręczanie łapówek jest niedopuszczalne dla zdecydowanej większości Polaków (80%), to już uchylanie się od płacenia podatków, czy wręczanie drobnych prezentów celem załatwienia bądź przyspieszenia sprawy (np. urzędnikom) dla co drugiego Polaka w pewnych sytuacjach może być usprawiedliwione. Co więcej, tylko 45% respondentów uważa, że niedopuszczalny jest zakup produktów nielegalnie sprowadzonych z zagranicy (np. alkoholu czy papierosów), a jedynie 35% badanych nie znajduje usprawiedliwienia dla świadomego kupowania rzeczy podrobionych, czy fałszywych (np. ubrania, kosmetyki, oprogramowanie). Jeszcze większe przyzwolenie społeczne jest na zatrudnianie pracowników „na czarno” (49% dopuszcza takie zachowania), nie wspominając o podejmowaniu pracy „na czarno” (68%). Ponieważ „okazja czyni złodzieja”, nic dziwnego, że przedsiębiorcy wykorzystują warunki, w jakich funkcjonują (sami zresztą się w takich warunkach wychowują od dziecka) i  – cóż – kombinują jak mogą. Odpowiadając zatem na pytanie zadane w tytule, obawiam się, że – z pewną ostrożnością – można dać odpowiedź twierdzącą. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?  

Na koniec, już abstrahując od tematu, z lekkim niedowierzaniem przytoczę wyniki badań z cytowanego raportu odnośnie stosunku Polaków do ściągania na egzaminach, sprawdzianach, testach, itp. Tylko 37% badanych nie znajduje dla takich zachowań usprawiedliwienia, 25% dopuszcza takie zachowanie w wyjątkowych sytuacjach, a 19% – dopuszcza je czasami… Spuśćmy kurtynę milczenia.  

 

checkmated-2147538_640

Gra się toczy… Czy znasz jej reguły?

00Tags: , , , , ,

 

dr Iwona Lupa-Wójcik
Katedra Samorządu i Zarządzania

W teorii gier w ekonomii dobrze znany jest „dylemat więźnia”. Tłumaczy on równowagę Nasha, o której wielu z nas mogło słyszeć dzięki głośnym filmie „Piękny umysł” z Russellem Crowe w roli samego Johna Nasha. O ile w filmie sedno tej koncepcji mogą nam zaćmiewać skomplikowane, niekończące się wzory matematyczne, wypisywane na tablicy przez głównego bohatera, to „dylemat więźnia” zdecydowanie może nam ułatwić jej zrozumienie. Załóżmy, że dwie osoby zostały zatrzymane przez policję w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa, jednak nie ma wystarczających dowodów na ich winę. Zostały one umieszczone w dwóch osobnych pomieszczeniach i powiedziano im, że jeśli przyznają się do winy, to pozostaną w więzieniu tylko przez rok. Jednak wiadome jest, że jeśli obydwie się nie przyznają do winy, to zostaną wypuszczone na wolność. Sytuacja robi się bardziej skomplikowana w przypadku, kiedy tylko jedna osoba z zatrzymanych przyzna się do winy. Wówczas obciąży ona drugą osobę, a sama uzyska korzystny wyrok. Wtedy ta osoba, która przyznała się do winy, otrzyma pół roku więzienia, a druga aż 5 lat. Oczywiście najlepiej by było, gdyby obydwie osoby zaprzeczyły zarzutom i nie przyznały się do popełnienia przestępstwa. Problem polega jednak na tym, że żadna z nich nie może mieć pewności, jak zachowa się druga osoba. Jeśli jedna z nich się przyzna, a  druga nie, to wtedy traci w grze aż 5 lat w stosunku do sytuacji, gdy obydwie się nie przyznają, a 4 lata w stosunku do opcji, gdy obydwie się przyznają. Najbardziej racjonalną decyzją w tej sytuacji jest zatem przyznanie się do popełnienia przestępstwa (wtedy bowiem obydwie osoby tracą najmniej)[1].

A jak wygląda ta gra w praktyce gospodarczej? Okazuje się, że przedsiębiorstwa również toczą tego rodzaju gry. W 1996 roku wielkie koncerny: Philips, Samsung, LG Electronics, Chunghwa, Panasonic (wcześniej Matsushita), Toshiba, MTPD (obecnie Panasonic) oraz Technicolor (dawniej Thomson) zawarły kartel (nielegalne porozumienie), polegający na zmowie cenowej. Dzięki niemu firmy te mogły oferować wyższe ceny telewizorów i generować dużo większe zyski, nie obawiając się o konkurencję cenową. Zmowa ta trwała 10 lat(!), aż nagle firma Chunghwa wyłamała się z kartelu i doniosła o przestępstwie do Komisji Europejskiej. Sama została zwolniona z kary grzywny, podczas gdy pozostali uczestnicy zmowy cenowej dostali rekordowe w historii grzywny sięgające setek milionów euro[2]. Szach mat!

 

 

 

———

[1] P. Nogal, Dylemat więźnia jako przykład wykorzystania teorii gier, Prace i Materiały Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego, 2012, Nr 4, s. 87-89.

[2] Streszczenie decyzji Komisji z dnia 5 grudnia 2012 r. dotyczącej postępowania na mocy art. 101 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej i art. 53 Porozumienia EOG (Sprawa COMP/39.437 – Monitory kineskopowe do komputerów i odbiorników telewizyjnych) (notyfikowana jako dokument nr C(2012) 8839) (Jedynie tekst w języku angielskim jest autentyczny) (Tekst mający znaczenie dla EOG) (2013/C 303/07).